Jak prasa do słomy sama wiąże sznurek

- podbieracz
- podajnik
- tłok z komorą prasowania
- koło odmierzające
- igły
- supłacze
Prasa kostkująca zbiera słomę z pola, ubija ją w kostki, obwiązuje sznurkiem i sama zawiązuje węzeł. Robi to supłacz, mechanizm wielkości dłoni wymyślony prawie półtora wieku temu.
W lipcu, po końcu roku szkolnego, uczniowie ze wsi pod Płockiem znikają w polu. Jeden z nich przyszedł we wrześniu na pierwsze spotkanie koła rozbieraczy z zawiniątkiem w szmacie. W środku był supłacz ze starej prasy kostkującej, którą ojciec wymienił na nowszą. Położył go na stole i powiedział: „Proszę pana, to wiąże węzły. Samo. Ja tego nie rozumiem, a jeżdżę tym od trzech lat”. Siedzieliśmy nad tym kawałkiem żelaza dwie godziny i nikt nie patrzył na zegarek.

Supłacz to jeden z najładniejszych mechanizmów, jakie znam. Nie ma w nim elektroniki ani żadnego czujnika. Jest kilka krzywek, jedno koło zębate z wyciętymi segmentami i ruchy zgrane tak dobrze, że węzeł powstaje w ułamku sekundy.
Z czego się składa
- Podbieracz - bęben z palcami sprężystymi, który podnosi pokos słomy z ziemi.
- Podajnik - widły albo ślimak, przerzucają słomę z boku do komory prasowania.
- Tłok z komorą prasowania - tłok chodzi tam i z powrotem i ubija kolejne porcje słomy w długi, prostokątny słup.
- Koło odmierzające - ząbkowane kółko, które obraca się, gdy słup słomy przesuwa się w komorze, i odmierza długość kostki.
- Igły - zakrzywione ramiona, które w odpowiedniej chwili przechodzą przez komorę od dołu i podają sznurek do góry.
- Supłacze - zwykle dwa, po jednym na każdy sznurek, na wałku nad komorą.
- Koło zamachowe ze śrubą zabezpieczającą - wyrównuje pracę i chroni maszynę przed przeciążeniem.
Tłok ubija, słup słomy jedzie do tyłu
Prasa kostkująca działa trochę jak pistolet do silikonu, tylko leży poziomo i tłoczy słomę. Podajnik wrzuca do komory porcję słomy, tłok uderza i dociska ją do tego, co już tam leży. Przy każdym uderzeniu cały słup przesuwa się trochę do tyłu, w stronę wylotu. Małe prasy robią zwykle około 90 suwów tłoka na minutę. Gęstość kostki ustawia się zwężeniem wylotu komory, które hamuje słup słomy.
Przesuwający się słup obraca ząbkowane koło odmierzające. Kiedy koło obróci się o ustawiony kąt, włącza sprzęgło supłaczy i zaczyna się wiązanie. Cały cykl wiązania musi się zmieścić między dwoma kolejnymi uderzeniami tłoka, bo inaczej igła spotkałaby tłok. Na wszystko jest ułamek sekundy.
Węzeł w czterech ruchach
Sznurek przez cały czas oplata kostkę od przodu i z góry. Jego koniec jest trzymany w tarczy supłacza nad komorą, a druga część biegnie ze szpuli przez igłę leżącą pod komorą. Gdy kostka osiągnie swoją długość, igły wychodzą od dołu przez szczeliny w tłoku i komorze, obejmują sznurkiem tylną ścianę kostki i kładą go obok pierwszego końca. Supłacz ma teraz pod ręką dwa sznurki obok siebie.

Dziób supłacza, mały, zakrzywiony haczyk z ruchomą szczęką, robi jeden pełny obrót. Przy tym obrocie owija na sobie oba sznurki, tak jak robi się pętlę na palcu. Pod koniec obrotu szczęka dzioba otwiera się na krzywce, łapie oba sznurki i zamyka się na nich. Tarcza przekręca się o kawałek i chwyta nowy koniec sznurka, który zostanie początkiem następnej kostki. Nóż odcina sznurki między tarczą a dziobem. Na koniec ramię ściągające zsuwa pętlę z dzioba, a końce, trzymane jeszcze w szczęce, przeciągają się przez nią. Węzeł jest gotowy, igły wracają w dół, a słup słomy jedzie dalej.
Pierwszy taki mechanizm opatentowano w Stanach Zjednoczonych w 1878 roku, do snopowiązałek, które wiązały snopy zboża sznurkiem zamiast drutu. Drut szkodził bydłu, które połknęło jego kawałek razem ze słomą. Supłacz z dziobem od tamtej pory prawie się nie zmienił i do dziś pracuje w prasach na całym świecie.
Kiedy kostki się rozsypują
Większość kłopotów z supłaczami zaczyna się od sznurka i od zużycia. Sznurek o złej grubości albo niestałej jakości ślizga się w tarczy albo nie daje się ściągnąć z dzioba. Wytarta szczęka dzioba nie trzyma końców i zamiast węzła zostaje luźna pętla. Rozregulowana sprężyna docisku tarczy puszcza koniec sznurka przed czasem. Efekt zna każdy, kto prasował: co któraś kostka rozsypuje się za prasą. Po tym, z której strony sznurek leży luzem, rolnik wie, który supłacz nie wiąże.
Osobna sprawa to zabezpieczenia. Na kole zamachowym albo w napędzie jest śruba, która się ścina, gdy coś zablokuje maszynę, na przykład kamień w podbieraczu albo igła, która trafiła na tłok. Ścięta śruba oszczędza wały, przekładnie i łożyska, które pracują w tej maszynie w kurzu i drganiach. W utrzymaniu ruchu mówiło się, że najdroższa część to ta, której nie ma na magazynie. W żniwa zapasowa śruba zabezpieczająca w skrzynce ciągnika jest warta sto razy więcej, niż kosztuje.
Przed sezonem supłacze się czyści, sprawdza luzy, ostrość noża i zużycie dzioba oraz tarczy, a regulacje robi według instrukcji prasy. Z supłaczem jest jak z zegarkiem: kto pokręci wszystkim naraz, ten skończy z maszyną, która nie wiąże wcale.
Od spodu
uwagi z warsztatu i ze szkoły
- Zanim zaczniesz regulować supłacz, który nie wiąże, obejrzyj luźny koniec sznurka. Równo ucięty wskazuje na inną usterkę niż postrzępiony albo z pętlą. Uczniowie szybko się uczą, który objaw oznacza co.
- Do każdej regulacji przy igłach i supłaczach wyłącz napęd, zatrzymaj silnik ciągnika i wyjmij kluczyk. Prasa potrafi wykonać jeszcze jeden ruch z rozpędzonego koła zamachowego.
- Supłacz z koła rozbieraczy po wyczyszczeniu wiąże węzły na stole, jeśli poda mu się sznurek ręką i pokręci wałkiem. Wisi teraz u nas w pracowni z przywiązaną kartką: „nie wyrzucać”.