Kilka minut piany, szumu i dmuchania, a z fotela kierowcy widać z tego niewiele. Zaglądamy pod portal myjni automatycznej: do czujników, chemii, szczotek i do wody, której spora część krąży w obiegu.
Silnik lubi kręcić się szybko, a maszyna zwykle potrzebuje obrotów wolnych i dużej siły. Między jednym a drugim pracuje przekładnia: zębata, ślimakowa, pasowa albo łańcuchowa, a jedną z nich masz w rowerze.
Prasa kostkująca zbiera słomę z pola, ubija ją w kostki, obwiązuje sznurkiem i sama zawiązuje węzeł. Robi to supłacz, mechanizm wielkości dłoni wymyślony prawie półtora wieku temu.
Kabina windy wisi na kilku stalowych linach, a każda ma wielokrotny zapas wytrzymałości. Jeśli zawiodą liny, zostaje chwytacz, a pod nim zderzaki, i żadne z tych zabezpieczeń nie potrzebuje prądu.
Łożysko toczne siedzi w kole roweru, w pralce, w silniku i w każdym przenośniku, a mało kto widział je od środka. Rozbieramy je na części, czytamy numer z pierścienia i uczymy się słyszeć, kiedy trzeba je wymienić.
Ręka na poręczy ruchomych schodów powoli wyjeżdża do przodu i trzeba ją co chwilę cofać. Tak ma być: norma pozwala poręczy jechać odrobinę szybciej od stopni, ale nigdy wolniej.