Jak przechowuje się zboże w silosie i po co się je wietrzy

- podnośnik kubełkowy
- przenośniki
- płaszcz silosu
- sondy temperatury
- dno
- wentylator
W blaszanym albo betonowym silosie leży kilkaset ton ziarna, które cały czas oddycha i potrafi samo się zagrzać. Wentylator, sondy i przesypywanie są po to, żeby do tego nie dopuścić.
W sierpniu za Płockiem jeździ się wolno, bo przed autem zawsze toczy się jakiś ciągnik z przyczepą zboża. Część tych przyczep jedzie do skupów z wysokimi, srebrnymi silosami, które z drogi wyglądają jak puszki ustawione w rzędzie. W czerwcu uczeń z trzeciej klasy, którego rodzice mają gospodarstwo, zapytał mnie, czy wiem, dlaczego jego ojciec wstaje w nocy i włącza wentylator przy silosie. Wiedziałem mniej, niż mu się wydawało, więc zacząłem czytać.

Ziarno wygląda na coś martwego: suche, twarde, sypkie. A przecież każde ziarenko to nasiono, które żyje i oddycha, a przy tym wydziela ciepło i wilgoć. W worku nie ma to znaczenia. W silosie, gdzie ziarno leży warstwą na kilkanaście metrów, to ciepło nie ma dokąd uciec.
Z czego się składa
- Płaszcz silosu - blacha falista na stalowych słupach albo żelbet, przyjmuje nacisk ziarna na ściany.
- Dno - płaskie z kanałami wentylacyjnymi albo stożkowe, z którego ziarno samo zsypuje się do wylotu.
- Podnośnik kubełkowy - pionowy pas albo łańcuch z kubełkami, który wynosi ziarno na szczyt.
- Przenośniki - ślimakowe albo łańcuchowe, rozprowadzają ziarno do komór i wybierają je z dna.
- Wentylator - wtłacza powietrze pod ziarno przez perforowaną podłogę albo kanały.
- Sondy temperatury - kable z czujnikami zawieszone w środku, mierzą temperaturę co kawałek wysokości.
Ziarno grzeje się od środka
Weźmy pszenicę prosto z pola. Wilgotna oddycha mocniej, ciepła też oddycha mocniej. Ciepło i wilgoć sprzyjają grzybom i owadom, a one wydzielają kolejne ciepło. W środku pryzmy robi się gniazdo, które nagrzewa się coraz bardziej, choć na wierzchu wszystko wygląda dobrze.
Według opracowań o przechowywaniu zbóż ziarno, które ma długo leżeć, powinno mieć wilgotność nie wyższą niż około 14-14,5%, a im niższa temperatura, tym spokojniej się przechowuje. Przy około 10°C owadom jest już niewygodnie. Mokre ziarno trzeba najpierw wysuszyć w suszarni, bo sam wentylator nie zbije wilgotności o kilka punktów.
Dlatego w silosie wiszą sondy, czyli kable z czujnikami rozmieszczonymi zwykle co około metr wysokości. Obsługa patrzy przede wszystkim, czy któryś czujnik nie rośnie szybciej niż sąsiednie. Miejscowy wzrost temperatury to pierwszy znak, że w środku coś się zaczęło.

Wietrzenie a suszenie
Wentylator pod silosem przepycha powietrze od dołu do góry przez całą warstwę ziarna. Ma je chłodzić i wyrównywać temperaturę, a suszenie to inna sprawa. Świeże ziarno po zasypie trzeba wystudzić, żeby nigdzie nie zostały cieplejsze gniazda.
Stąd odpowiedź dla ucznia. Wentylator włącza się wtedy, gdy powietrze na zewnątrz jest chłodniejsze od ziarna i do tego niezbyt wilgotne. W sierpniu takie powietrze bywa w nocy i nad ranem. Wtłaczanie gorącego powietrza w upalny dzień do chłodnego ziarna tylko by zaszkodziło, bo na chłodnych ziarenkach mogłaby się wykroplić wilgoć. Dlatego ojciec wstaje w nocy. Nowsze silosy mają do tego sterownik, który sam porównuje temperaturę i wilgotność.
Wentylator musi mieć odpowiedni spręż, czyli ciśnienie, z jakim przepycha powietrze. Kilkanaście metrów ziarna stawia duży opór. Za słaby wentylator przewietrzy dolne dwa metry, a wyżej nic się nie zmieni.
Czasem zamiast wietrzenia robi się przesyp: ziarno wybiera się z dna jednej komory i podnośnikiem przerzuca do drugiej. Po drodze się miesza, stygnie, a zbrylenia się rozbijają. Pracują przy tym podnośnik kubełkowy i przenośniki, które w sezonie chodzą godzinami. Kubełki ścierają się na krawędziach, pas albo łańcuch się wyciąga, a łożyska na górnym bębnie pracują w pyle. W utrzymaniu ruchu nazywaliśmy takie miejsca „łożyskami bez nadziei”: trudny dostęp, kurz i praca bez przerwy.
Do silosu się nie wchodzi
Silos ma dwa rodzaje zagrożeń, o których poradniki bezpieczeństwa piszą na pierwszej stronie, i słusznie.
Pierwsze to zasypanie. Ziarno zachowuje się jak ruchome piaski. Kiedy na dole pracuje przenośnik wybierający, w środku tworzy się lej, który wciąga wszystko, co stoi na powierzchni. Człowiek w kilka sekund zapada się po kolana i potem sam już nie wyjdzie. Bywa też, że ziarno się zbryli i zrobi sklepienie, pod którym jest pustka. Kto na nie wejdzie, wpada.
Drugie to pył. Pył zbożowy unoszący się w zamkniętym pomieszczeniu może wybuchnąć od iskry. Opracowania o bezpieczeństwie wskazują, że najgroźniej jest przy napełnianiu i opróżnianiu silosu, bo wtedy chmura pyłu jest najgęstsza. Iskrę może dać zatarte łożysko podnośnika, kubełek ocierający się o obudowę albo spawanie bez zabezpieczenia. Dlatego w takich obiektach obowiązują zasady ochrony przed wybuchem, a sprzątanie pyłu jest obowiązkiem, a nie zwykłymi porządkami.
Uczniom powtarzam: do silosu wchodzi się tylko przy wyłączonym i zablokowanym napędzie, w szelkach na linie, z drugą osobą na górze. A najlepiej nie wchodzi się wcale.
Od spodu
uwagi z warsztatu i ze szkoły
- Łożysko podnośnika kubełkowego, które zaczyna się grzać, to w silosie sprawa bezpieczeństwa, nie tylko utrzymania ruchu. Pomiar ręcznym pirometrem raz w tygodniu zajmuje kilka minut.
- Ziarno w worku w garażu też oddycha. Worek trzymaj na drewnianej palecie, nie na betonie, i z dala od ściany, bo przy zimnej ścianie zbiera się wilgoć.
- Jeśli jeden czujnik w środku silosu od paru dni pokazuje więcej niż inne, nie zakładaj, że się zepsuł. Najpierw sprawdź.