Jak się robi cukier z buraków

- płuczka
- krajalnice
- dyfuzor
- stacja oczyszczania soku
- wyparka i warniki
- wirówki
Przez kilka miesięcy kampanii cukrownia pracuje dzień i noc: burak wjeżdża na plac oblepiony błotem, a wyjeżdża jako biały cukier, wysłodki i melasa. Przepracowałem tam trzy kampanie jako młody mechanik i ten zapach pamiętam do dziś.
Pierwszą kampanię zacząłem we wrześniu 1988 roku, kilka miesięcy po maturze w technikum. Trafiłem do cukrowni na północnym Mazowszu, dziś od dawna zamkniętej. Pierwszego dnia brygadzista dał mi klucze, kombinezon i jedną radę: „Słuchaj, co gra, a nie, co mówią”. Przez trzy zimy pracowałem na trzy zmiany, od września do stycznia, a w nocy, kiedy szedłem przez plac do warsztatu, w powietrzu wisiał słodkawo-kwaśny zapach wysłodków. Kto tam raz pracował, pozna go z kilometra.

Dla mechanika cukrownia to wyjątkowa szkoła, bo pracuje sezonowo. W czasie kampanii nie wolno stanąć, bo buraki na placu nie poczekają, tylko gniją i tracą cukier. Po kampanii jest remont: wszystko się rozbiera, czyści i wymienia, żeby we wrześniu ruszyć od nowa. Załapałem się na obie części roku i lepszej praktyki w życiu nie miałem.
Z czego się składa
- Plac buraczany i spławiak - pryzmy buraków i kanał, którym woda niesie je do zakładu.
- Płuczka - bęben albo koryto z mieszadłem, zmywa ziemię, kamienie i liście.
- Krajalnice - wirujące noże, które tną buraka na cienkie paski, czyli krajankę.
- Dyfuzor - wielki zbiornik, w którym gorąca woda wyciąga cukier z krajanki.
- Stacja oczyszczania soku - zbiorniki, gdzie sok dostaje wapno i dwutlenek węgla, oraz filtry.
- Wyparka i warniki - zagęszczają sok i krystalizują z niego cukier.
- Wirówki i suszarnia - oddzielają kryształ od syropu i suszą go przed magazynem.
Od placu do krajanki
Buraki przyjeżdżają z pól ciężarówkami i przyczepami, ważone i próbkowane, bo płaci się od zawartości cukru. Trafiają na pryzmy, a stamtąd silny strumień wody spłukuje je do spławiaka, czyli betonowego kanału. Woda służy tu za przenośnik: burak płynie do zakładu i po drodze traci część ziemi, a łapacze kamieni i liści wyłapują resztę.
W płuczce buraki obcierają się o siebie w wodzie, aż wyjdą czyste. Kamień, który tu przejdzie, trafi do krajalnicy i wyszczerbi noże. Z nożami krajalnic mieliśmy do czynienia codziennie. Tępe noże dają krajankę poszarpaną, a z poszarpanej cukier wychodzi gorzej. Dlatego noże wymieniało się i ostrzyło bez przerwy, na każdej zmianie.
Krajanka to paski z rowkami, w kształcie trochę jak frytki, tylko dużo cieńsze. Chodzi o to, żeby burak miał jak największą powierzchnię, bo przez nią wychodzi cukier.
Cukier wyciąga gorąca woda
W dyfuzorze krajanka płynie w jedną stronę, a gorąca woda w przeciwną. Według opracowań technologicznych błony komórek buraka puszczają cukier dopiero po podgrzaniu powyżej około 70°C. Woda nasyca się cukrem i wychodzi jako sok surowy, ciemny i mętny, a wysłodzona krajanka wychodzi drugim końcem jako wysłodki. Prasuje się je i sprzedaje na paszę, świeże albo suszone, i to od nich bierze się ten zapach na placu.

Oprócz cukru w soku surowym jest mnóstwo innych rzeczy z buraka: białka, kwasy, barwniki. Oczyszcza się go wapnem. Najpierw dodaje się mleko wapienne, czyli wapno rozrobione z wodą, i ten etap nazywa się defekacją. Potem przez sok przepuszcza się dwutlenek węgla, czyli robi się saturację. Wapno wiąże się z dwutlenkiem węgla w kredę, a ta osadza się razem z zanieczyszczeniami. Sok przechodzi przez filtry i robi się jasny.
Wapno i dwutlenek węgla cukrownia robiła sama, wypalając kamień wapienny w piecu wapiennym, który dawał oba składniki naraz. Piec chodził przez całą kampanię, a dla mechaników było to miejsce, gdzie wszystko jest gorące, zakurzone i ciężkie. Tam nauczyłem się, czym się różni łańcuch, który się wyciąga, od łańcucha, który za chwilę pęknie.
Wyparka, warnik, wirówka
Oczyszczony sok jest rzadki, ma w sobie dużo wody. Wyparka to szereg kotłów, w których sok się gotuje, a para z jednego kotła grzeje następny. Ciśnienie w kolejnych kotłach jest coraz niższe, więc sok wrze w coraz niższej temperaturze. Ta sama para grzeje kilka razy i na tym polega cała oszczędność. Na końcu wychodzi sok gęsty, przypominający syrop.
W warnikach syrop gotuje się pod próżnią, żeby wrzał w niższej temperaturze i się nie przypalał. Gdy jest dość gęsty, cukier zaczyna krystalizować. Warnikowy prowadzi to trochę jak kucharz: dodaje drobne kryształki na zarodek i pilnuje, jak rosną. Gęsta masa kryształów z syropem trafia do wirówek. Bęben kręci się szybko, syrop przelatuje przez sito, a kryształ zostaje na ściankach. Potem krótkie płukanie, zrzut, suszarnia i silos. Z syropu, który odszedł, odzyskuje się jeszcze cukier w kolejnych rzutach, aż zostanie melasa, której już się nie opłaca krystalizować.
Najwięcej nauczyłem się przy wirówkach. Bęben z masą w środku, wysokie obroty, praca w cyklach, a każde niewyważenie czuło się przez posadzkę. Tam pierwszy raz zrozumiałem, że łożysko można usłyszeć, zanim się je zobaczy.
Od spodu
uwagi z warsztatu i ze szkoły
- Jeśli mieszkasz blisko cukrowni, zapach w czasie kampanii bierze się z wysłodków i pary z wyparek, nic się nie zepsuło. Pojawia się jesienią i znika po styczniu razem z kampanią.
- Do mycia buraków zakład potrzebuje dużo wody, ale w dobrze prowadzonej cukrowni większość krąży w obiegu i wraca po odstaniu. Ziemia z buraków wraca na pola.
- Kampania uczy, że sprzęt, który pracuje bez przerwy kilka miesięcy, psuje się inaczej niż ten, który się włącza i wyłącza. Najwięcej awarii jest w pierwszych dniach po remoncie, a nie w środku kampanii.